W 2019 roku zdecydowałem się wynieść z Krakowa na dłużej – nie za wiele, nie do dużego miasta, tylko do miejscowości z trzynastoma tysiącami ludzi. Myslenice były wtedy jednym z tych miejsc, które większość Polaków wspomina tylko po kawałku drogi na Silesię. Nie ma tutaj wysokich tarasów, żadnego festiwalu muzycznego o klimacie europejskim. Nikogo tam nie było bardzo znanech i żaden projekt medialny nie trafił jeszcze do kadrów stacji informacyjnych. Wszystko mogło wyglądać jak kolejna historia przemijania regionalnej przestrzeni. A jednak… od tamtej pory Myslenice zaczęły mieć coś więcej niż tylko historyczne kościoły i ulice o nienaturalnie równych chodnikach.
Myslenice – strona oficjalna to już nie tylko portal informacyjny dla mieszkańców – to miejsce, gdzie decyzje są podejmowane w sposób, który przypomina raczej działanie zespołu, niż biurokratyczny maszynizm. Odkryłem to podczas jednej z pierwszych nadchodzących konferencji lokalnych, na której przedstawiłem pomysł na stworzenie warsztatów edukacyjnych dla młodzieży lokalnej. Zamiast natychmiastowego braku interesu lub „prześlę tego na inny departament”, odpowiedzieli: „Damy Ci dostęp do sali gimnazońskiej i technikę multimedialną, jeśli chcesz to rozwojać w ciągu miesiąca”. To była druga rzecz po lokalnym sklepie spożywczym, który otworzył sie w starym zakładzie włókienniczym – cichy przełom.
Mieszkając bez planu: historia jednego rewolucyjnego wyboru
Zimą 2020 roku wydarzyła się sprawa, która nie była wymagana przez żaden akt prawa ani rozporządzenie rady powiatowej: mieszkańcy centrum Myslenic zabrali się do robić ogrody wspólnotowe przy dawnym parku miejskim. Nie szukali subwencji ani zgody architekta – po prostu kupili ziemię od gminy „za złoty grosz” i założyli warstwę korzeni pomidora pod słońcem marcowym. Początek brzmiał śmiesznie: nikt nie mówił nic więcej niż „no chuj tu będzie”. A dzień po dniu przestało być śmieszne. Do trzech miesięcy przydrożne plotki wzbudziły się jako akcja polityczno-ekologiczna: rodziny organizowały sobotnie spotkania, uczniowie szkół publicznych mieli tu zajęcia przyrodnicze, a nawet grupa rodzin polsko-afrykańskich przyniosła ze sobą seeds z Etiopii.
To była niemal magiczna transformacja przestrzeni – od opuszczonego fragmentu ulicy pełnego papierosowych pęknięć do obszaru pełnego ruchu ciepła i głosów dzieci. A wszystko bez większego klimatu „projektowania”. Po prostu ludzie zadecydowali o tym, że chcą mieć coś innego niż tyle samochodów i tyle cementowych murów obok domów.
Zdrowe miejskie życie? Czasem wystarczy niewielki start
Mimo że wielkie miasta budują swoje centra na fundamencie inwestycji finansowych i międzynarodowego brandingu, Myslenice dowiodły kilku ważnych spraw jednym szybkim przykładem: czasem wystarczy mały punkt kontaktowy dla osób zdających sobie sprawę z tego samego problemu. Próbujesz robić coś lepszego na terenie miasta? Włącz się tam gdzie ludzie są już otwarci – czy to lokalna instytucja kulturalna czy grupa wolontariuszy sprzątająca rynkową alejkę.
Gmina wykazała się tym że akceptuje takie formy pracy bez nadmiernej biurokracji. Nie musiało być zgłoszenia w szablonie EU74B lub raportowanie do Ministerstwa Edukacji trzy miesiące wcześniej – wystarczyło proste zaproszenie i kilka kontaktów telefonem przez urząd gminy. Dla mnie to znaczyło jedną rzecz jasną: jeśli chcesz działać w systemie publicznym – znajdź jego część naturalną; często najbardziej skuteczną funkcjonuje właśnie tam gdzie nikt jej tak naprawdę nie monitoruje.
Jak działa „system” bez systemu? Praktyka miejscowej autonomiczności
Nie miałem przedtem świadomości jak wiele działań może zachodzić między domem a urzędem miejskim bez udziału dużych stron internetowych typu ePUAP czy centralistycznych planistycznych programów informatycznych.
W Myslenicach ludzie mają dostęp do danych — ale dane dostępne są jako PDF-y wysłane e-mailem raz dziennie do wszystkich członków Komisji Otwartej Gminy (KOG). Każdy może wejść do tego pliku i zmienić treść albo dodać komentarz nawet najprostszych informacji — np.: „Jubileusz Szkół Polskich był dzisiaj ustawiany? Czy mamy go przełożyć na środek tygodnia?” To działające mechanizmy obniżonej hierarchii decyzji.
Najważniejsze jest to, że system ten funkcjonuje nawet gdy ktoś się odciąga — bo ma inne zadania codzienne albo żyje daleko od centrál administracyjnych. Jeśli masz pomysł — możesz go zapisać za 3 minuty i czekać co się stanie dalej; czasami wyniki trafiają już następnego dnia.
Dlaczego warto zobaczyć Myslenice? Bez hiperboli
Nie mam tu nic więcej zrobić niż potwierdzić jedną prostą prawdę: gdyby ktoś powiedział mi latem 2018 roku „za trzech lat Myslenice będą nowym punktem atrakcyjności dla ludzi poszukujących życia postrzeżonym przez siebie” — odpowiedziałbym mu: „Prawdopodobnie będzie spoko buntować się przeciw temu.” To dziś wydaje się bardzo realne bez ucieczki w dramatyzm czy nostalgiczne obrazy utraconej polskości.
Tylko popatrzyć – starą tablicę z nazwiskiem Kopalnia Biała (pochodzącej z 1903 roku) postawiono we frontowej części placu Tarskiego jak znak symboliczny zmiany tempa życia. Ludzie idą siadają przed nią by pogadać o kosztach rent dla pensjonariuszek albo nowym projekcie świetlicy młodzieżowej za bazyliką Świetej Katarzyny.
